← Wszystkie wpisy

Jak uciec od prowizji Pyszne.pl i Glovo? Plan dla restauracji krok po kroku

Praktyczny plan przeniesienia zamówień z agregatorów na własny kanał: co zbudować, jak przeprowadzić stałych klientów, co zostawić platformom i jak mierzyć efekt.

·3 min czytania·restauracje · prowizje · gastronaut

Prowizja agregatora — zwykle 20–30% od zamówienia — to dla wielu lokali największy koszt zmienny po jedzeniu i ludziach. Dobra wiadomość: to też jedyny duży koszt, który restauracja realnie kontroluje. Zła: „po prostu wyjdźmy z Pyszne" to nie jest plan. Plan wygląda tak.

Zasada nadrzędna: nie uciekasz z platform, uciekasz z prowizji

Agregator robi dla Ciebie jedną rzecz dobrze: bywa miejscem pierwszego kontaktu. Problem w tym, że każesz mu robić też drugą — obsługiwać klientów, którzy i tak by wrócili. Za odkrycie warto płacić. Za powroty — nie.

Cel: nowy klient może przyjść z platformy, ale drugie zamówienie składa już u Ciebie.

Krok 1 — postaw kanał bez prowizji (tydzień 0–4)

Bez tego reszta nie istnieje. Potrzebujesz strony z własnymi zamówieniami: koszyk, płatność online, zamówienie ląduje w kuchni (drukarka albo ekran), do tego rezerwacje, jeśli masz salę. Dwie drogi:

  • SaaS na własnej domenie — np. Gastronaut: stała opłata miesięczna, start w tygodnie, zero prowizji.
  • Strona na zamówienie z silnikiem zamówień — gdy marka i niestandardowe potrzeby tego wymagają. Ile to kosztuje, rozpisałem tu: ile kosztuje strona dla restauracji.

Warunek twardy: składanie zamówienia musi być łatwiejsze niż na platformie, nie tylko tańsze dla Ciebie.

Krok 2 — przeprowadź stałych klientów (miesiąc 1–3)

Klienci nie sprawdzają codziennie, czy masz już swoją stronę. Trzeba im powiedzieć — w momencie, w którym trzymają Twoje jedzenie w rękach:

  • Ulotka w każdej torbie z dostawy z platformy: „Następnym razem zamów bezpośrednio — [kod -10% na pierwszy raz]". To zamówienie z platformy już opłaciłeś prowizją; potraktuj ją jak koszt pozyskania.
  • Kod QR na paragonie, na stole, przy kasie.
  • Profil Google — link „Zamów online" ma prowadzić na Twoją stronę, nie do agregatora. To samo bio na Instagramie i Facebooku.
  • Telefon — każda osoba dzwoniąca z zamówieniem słyszy: „Można też szybciej, na stronie".

Rabat na pierwsze bezpośrednie zamówienie nie jest kosztem — jest tańszy niż prowizja, którą płacisz za to samo zamówienie na platformie.

Krok 3 — zbieraj bazę i dawaj powód do powrotu (od miesiąca 2)

Na platformie nie wiesz, kto u Ciebie zamawia. Na własnym kanale — wiesz, za zgodą klienta:

  • prosty zapis na maila/SMS przy zamówieniu („informacje o promocjach"),
  • okazjonalne, konkretne komunikaty: nowe menu, sezonowa oferta, wolne stoliki na piątek,
  • program stałego klienta, choćby najprostszy (co 10. zamówienie).

Krok 4 — przesuwaj proporcje, nie pal mostów (miesiąc 3+)

  • Zostaw platformę jako witrynę dla nowych — z menu okrojonym albo z cenami uwzględniającymi prowizję, jeśli umowa na to pozwala (sprawdź zapisy o parytecie cen w swojej umowie).
  • Mierz co miesiąc jedno: udział zamówień bezpośrednich w całości online. Rosnący trend = plan działa.
  • Przy stabilnym kanale własnym możesz negocjować z platformą z pozycji „mogę odejść" — albo realnie ograniczyć jej rolę.

Ile to daje — na liczbach

Przy 600 zamówieniach online miesięcznie i średnim koszyku 90 zł platforma przy 25% zabiera 13 500 zł co miesiąc. Przeniesienie połowy tych zamówień na własny kanał to ~6 750 zł miesięcznie z powrotem w marży — rocznie ponad 80 000 zł. Pełna tabela do podstawienia własnych liczb: policzmy prowizję.

Jak to wygląda w praktyce

Dokładnie ten plan realizuję z Sushi Zushi w Warszawie — marką premium działającą od 2008 roku, której sprzedaż online była w całości w rękach platform i telefonu. Nowa strona przyjmuje zamówienia i rezerwacje bez prowizji, 24/7, a baza klientów po raz pierwszy należy do restauracji.


Chcesz taki plan dla swojego lokalu? Napisz, ile masz zamówień online miesięcznie — odpowiem, od czego zacząć i kiedy zwróci się u Ciebie.

Spodobało się? Porozmawiajmy o projekcie.

Porozmawiajmy